Przeczytanie książki „Najbogatszy człowiek w Babilonie” skłoniło mnie do napisania tego krótkiego artykułu. Nie mogę się powstrzymać przed podzieleniem się z Tobą moimi przemyśleniami.
Nie będę rozpisywał się na temat całej książki (to będzie w innym artykule). Skupię się tylko na jednym cytacie.
Pamiętaj, praca jest dobra dla pracownika. Czyni go lepszym człowiekiem.
Te słowa bardzo kolidują z obecnym podejściem do pracy, które widzimy w zachodnim społeczeństwie. Dziś najważniejszy jest tak zwany „work-life balance”.
Zanim jednak przejdę do tego o co mi chodzi, to muszę rozróżnić dwie rzeczy. Bo pod pojęciem „work-life balance” kryją się dwie różne sprawy więc warto już na początku to wyjaśnić.
Pierwsza z nich to stawianie granic. Nie odpisuję na maile o 23, urlop to urlop a nie praca dla szefa w wolnym czasie. Nadgodziny płatne lub brak. I do takiej postawy nie mam żadnych zastrzeżeń – to nie jest lenistwo tylko obrona przed wyzyskiem. A pracodawca, który tego nie szanuje powinien zostać ukarany.
Druga to postawa. Praca jako zło konieczne. Osiem godzin do odsiedzenia, żeby prawdziwe życie mogło zacząć się o 17:00. Im mniej, tym lepiej. Nic z pracy nie przenika do reszty — bo reszta to jedyne, co się liczy.
I tu mam problem. Nie dlatego, że ludzie chcą mniej harować. Dlatego, że to po prostu nieprawda — nie da się tak żyć, nawet gdyby się chciało.
A najgorsze jest to, że te dwie rzeczy jeżdżą pod jednym szyldem. Więc kiedy ktoś podważa postawę, w odpowiedzi dostaje wykład o granicach. I rozmowa umiera, zanim się zacznie.
Czy praca nie jest częścią życia?
Cała ta gadanina o równowadze między pracą a życiem jest dla mnie niezrozumiała. Ponieważ w moim odczuciu praca jest dużą częścią życia. A życie nigdy nie było, nie jest i nie będzie zbalansowane. A jeżeli jednak przyjmiemy że da się te rzeczy jakoś „zbalansować” i oddzielić od siebie to powinno być tak, że praca nie wpływa na życie a życie na pracę. Skoro to powinny być dwa oddzielne elementy to nie powinny na siebie wpływać. Mam nadzieję, że już widzisz, że jest to niemożliwe. Bo przecież to co dzieje się w życiu często wpływa na nas w pracy. I na odwrót.
A weźmy jeszcze taką prozaiczną rzecz jak obowiązki domowe. Sprzątanie, gotowanie, zakupy, zajmowanie się dziećmi. Czy to jest część życia? Czy jednak pracy? No przecież wykonujesz jakąś pracę. Niektórzy twierdzą, że są to najcięższe obowiązki w całym ich życiu. No więc to praca czy życie?
Takich sprzeczności w tym stwierdzeniu jest mnóstwo a osoby, które mocno promują „work-life balance” często je pomijają.
Aspekt emocjonalny
Na razie opisałem tylko czysto praktyczną część. A co ze sferą emocjonalną? Czy ona też powinna być jakoś podzielona?
Jak już wspomniałem wyżej. Jeżeli uznamy ten balans za możliwy oraz rzeczywisty to emocjonalnie powinniśmy oddzielić od siebie oba elementy. Czyli praca nie powinna nigdy wpływać na Twoje samopoczucie w życiu i odwrotnie. Czy to w ogóle możliwe? Według mnie nie. Nie da się emocjonalnie oddzielić od tego co się robi. Ludzie często przenoszą problemy z pracy do domu lub na odwrót. Odreagowują na rodzinie lub kolegach w pracy. Żebyśmy się dobrze rozumieli – to nie jest w porządku. To jest zawsze problem. Ale jego rozwiązaniem nie jest magiczny balans pomiędzy pracą a życiem.
Skoro więc niemożliwym jest oddzielenie pracy od życia i odwrotnie to dlaczego ciągle rośnie liczba zwolenników „work-life balance”?
Winne social media?
Niestety w dobie social mediów, jesteśmy bombardowani z każdej strony zdjęciami i filmami pięknych osób na drogich wakacjach, w drogich samochodach i na ekskluzywnych imprezach. I to wszystko wydaje się być osiągane całkowicie bez wysiłku. W większości przypadków jest to jednak nieprawda. Wakacje są na kredyt, który będzie spłacany następne lata, samochody są wynajmowane a ekskluzywne imprezy wyglądają tak tylko na filmach i zdjęciach. Ale tego już nikt nie pokazuje. Praca i nudne, powtarzalne zajęcia nie są „sexy”. Nikt nie chce ich oglądać. Nikt nie chce wiedzieć o bezsennych nocach, godzinach spędzonych na ogarnianiu podstawowych spraw, które po prostu trzeba ogarnąć. Zamiast tego mamy setki albo tysiące „lajków” pod zdjęciami ultra drogich, wynajętych samochodów lub plaż z palmami na które postujący się zapożyczają pod korek lub odkładają latami.
Nierówności pomiędzy biednymi a bogatymi
Na social media zrzucamy dziś wszystkie problemy na świecie. A to nie tylko wina mediów. Nie możemy przecież zapominać o pogłębiających się różnicach pomiędzy bogatymi a biednymi. Zgodnie z raportem na stronie pewresearch.org, dochody różnych grup społecznych bardzo się rozjechały. W 1970 roku dochody najbogatszych gospodarstw domowych były około 6 razy wyższe niż najbiedniejszych. W 2018 roku wartość ta dla najbogatszych gospodarstw domowych była już 10-krotna. Zatem bogaci mogą sobie pozwolić na coraz więcej, a biedni na coraz mniej. Co więcej treści publikowane na mediach społecznościowych pokazują to bardzo wyraźnie. Nic dziwnego, że coraz częściej pojawiają się komentarze typu: „Dlaczego mam harować jak wół kiedy mój szef jeździ co miesiąc na wakacje albo kupuje kolejne luksusowe auto?”. I to jest całkowicie zrozumiałe pytanie. Nic dziwnego, że ludzie czują się oszukiwani i nie chcą pracować.
Druga strona medalu – kultura „hustle”
Czyli zapierdalaj aż Ci się uda. Czyli całkowite przeciwieństwo „work-life balance”. W niektórych książkach nazwana też „grind culture”. W pewnym momencie swojego życia dałem się nabrać na ten tok rozumowania. Robiłem dokładnie to co opisywały książki guru „hustle culture”, oglądałem ich filmy i zapierdzielałem ile fabryka dała. Wierzę w to, że wyleczyłem się z tego myślenia.
Kultura „grindu” zakłada, że musisz ciągle pracować, działać, robić. Tylko twoje cele i ich osiąganie się liczy. Nic innego. Relacje też mogą być traktowane jak cele do osiągnięcia. Ludzie też. Nieustające działanie to wszystko co się liczy. Pchaj rzeczy do przodu i nie myśl za dużo. Działaj. Nie dajesz rady? Niemożliwe. Przecież jeszcze nic nie osiągnąłeś. Na pewno oszukiwałeś po drodze. Dawaj dalej. Poszedłeś spać o 22? Jak Ty chcesz cokolwiek osiągnąć jak tyle śpisz? Odmówiłeś nadgodzin w pracy bo już nie dajesz rady? Nigdy nie byłeś stworzony do wielkich rzeczy. Jesteś chodzącą porażką.
A po krótkim czasie takiego „życia” masz już wszystkiego dość. O ile oczywiście przetrwasz. Obiecana nagroda najprawdopodobniej nigdy się nie pojawi, a Ty zostaniesz z mnóstwem różnych problemów do rozwiązania. Głównie psychicznych. Napiszę osobny artykuł o tym, bo sam wpadłem w pułapkę słuchania amerykańskich guru od hustlingu i czuję się niejako ofiarą tej ideologii jeżeli tak to można nazwać.
Co to wszystko ma do cytatu?
No dobra, to wróćmy do głównego tematu. Dzisiejsze media, celebryci, influencerzy chcą nas przekonać, że da się osiągnąć wiele, unikając pracy i wysiłku. Ja z drugiej strony uważam, że uczciwa praca czyni człowieka lepszym. Pozwala nam się rozwijać i stawać najlepszą wersją samych siebie. Często w pracy możemy znaleźć swój sens życia. Ale uwaga, nie jest to pochwała ani namawianie do pracoholizmu. Praca powinna być uczciwa, dobrze płatna oraz pozwalająca na odpoczynek. Wyzyskiwanie pracownika powinno być bardzo surowo karane (a w naszym kraju jest z tym dość kiepsko). A do czego w takim razie może prowadzić brak pracy? W mojej opinii do beznadziei, nudy i braku poczucia sensu w życiu. Skazuje nas na przeżywanie kolejnych odcinków serialu Netflixa czy nowej gry Ubisoftu. Pozbawia nas głębi i pragnienia samodoskonalenia. A to wszystko prowadzi do upadku naszego społeczeństwa, a w konsekwencji całej naszej cywilizacji.
Co w takim razie zrobić?
Nie wiem. Dokładnie dlatego chciałem podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami na ten temat. A cytat poniżej pojawił się przed moimi oczami w idealnym momencie. Chętnie porozmawiam na ten temat i bardziej się w niego zagłębię.
Pamiętaj, praca jest dobra dla pracownika. Czyni go lepszym człowiekiem.
Jeżeli dotarłeś do tego miejsca to jestem pod wrażeniem. Zostaw komentarz i podziel się swoją opinią na temat pracy. Dzięki!